Jest taki stary dowcip: trzeba sobie umieć radzić w życiu, powiedział baca zawiązując buta dżdżownicą. Tak samo pomyślał pewien Kubańczyk, tyle, że zamiast dżdżownicy użył węgla drzewnego, a zamiast buta, małego fiata. Znamy sprawę: W obliczu całkowitego odcięcia dostaw ropy przez USA, kubańska pomysłowość weszła na nowy poziom – donosi artykuł. Juan Carlos Pino, mechanik z miasteczka Aguacate z powodzeniem zmodyfikował swojego polskiego Fiata 126p, by ten jeździł na gaz z węgla drzewnego. Wykorzystajmy ten pomysł u nas. Taki prototyp nowej, węglowej Izery, która jak PiS przejmie władzę mógłby być produkowany, jak to się naukowo mówi: kurde, z powodzeniem. Metoda Kubańczyka, jest znana, zrobił auto, na tak zwany holzgas, popularny chociażby podczas II Wojny Światowej. Ale inicjatywa pana Pino cenna, bo kłania nam się węgiel, który, nie tylko drzewny może być użyty w innych dziedzinach. Na przykład, profesor Sroze, czyli pan Przemysław Czarnek, jak już mu się zwróci, to unijne przekleństwo fotowoltaika, to będzie mógł sobie przerobić te fotowoltaikę z energii słonecznej, na fotowoltaikę napędzaną węglem. Generalnie możemy panele fotowoltaiczne w Polsce przerobić na panele napędzane węglem, i nimi ładować auta na węgiel. A wybiegnijmy trochę w przyszłość, nie jakąś daleką: przecież możemy wybudować elektrownie atomowe na węgiel.